Partner wydania
Anna Jastrzębska , 25 kwietnia 2017

Zwierzęcy imigranci

Partner wydania
Przybyły z daleka. Pokonały długą drogę, by osiedlić się w Polsce. Polubiły naszą rzeczywistość, choć zachowały swoje przyzwyczajenia przywiezione z Indii, Stanów Zjednoczonych czy Australii. Poznaj zwierzaki, które – mimo że wciąż nie są charakterystyczne dla naszego krajobrazu – można spotkać w coraz większej ilości miejsc w Polsce.

Kangury bennetta

Prawdziwi hipsterzy. Weganie z upodobania i nocne marki. Aktywne nocą, wczesnym rankiem i popołudniami. W menu sama zielenina: trawa i liście (nie tolerują laktozy, o glutenie nic nie wiadomo). Czasami samotnicy, ale lubią też tworzyć stadka. Rozkoszna mordka i ponadwymiarowe stopy to ich znak rozpoznawczy.
Kangury bennetta (rdzawoszyje), zwane również walabia, to mniejsi kuzyni torbaczy z Australii.
W przeciwieństwie do tych ostatnich, które przerastają ludzi, najbardziej rosłe bennetta nie dorastają do metra (panowie sięgają 90 cm i ważą ok. 20 kg) i całkiem dobrze radzą sobie z dala od Australii. W Polsce pierwsze pojawiły się w Sudetach już w 1945 r., dziś dość często można je spotkać w prywatnych posiadłościach i… na portalach internetowych pośredniczących w sprzedaży towarów i usług różnorakich.
Zakupów do domu i paradowania po parku z rudawymi torbaczami nie polecamy. Bo choć małe kangurzątka są mega przylepami, to wchodząc w dorosłość, lubią się wyszaleć (przede wszystkim wyskakać) i potrzebują przestrzeni. A przecież nikt nie lubi być ograniczany - twierdzi Michał Bednarek, prezes Stowarzyszenia na rzecz Rehabilitacji, Ekologii i Ratowania Zwierząt Rzeźnych BENEK, któremu udało się odchować odrzucone przez mamę maleństwo.

Zebu
Święte krowy. Dosłownie. W Indiach obiekt kultu, już w najdawniejszych wierzeniach wedyjskich uważane za wszechmatkę, symbol obfitości i bezinteresowności. Chyba o żadnych zwierzętach nie napisano dotąd tyle
i z takim szacunkiem.
Od swoich europejskich kuzynów różnią się tym, że mają masywne, piękne, lekko księżycowate rogi i garb niczym u wielbłąda. I tak jak wielbłądy lubią ciepło oraz potrafią wiele wytrzymać, jednak w przeciwieństwie do tych ostatnich nie znoszą suchego klimatu. Zebu to egzotyczne i bardziej kolorowe ciocie naszych krów hodowlanych. Jedne prezentują się w beżach, brązach i czerwieni, inne wolą biel lub wręcz przeciwnie – ubrane są od głów do stóp w czerń, kolejne znów uwielbiają kropki i ciapki. Duże i silne (ważą nawet do 700 kg), występują też w wersji „kompaktowej” (zebu karłowate lub miniaturowe). Wszystkie pochodzą od jednego przodka – tura żyjącego w Indiach w epoce lodowcowej.
Dziś poza Indiami można je spotkać na wschodnim wybrzeżu Afryki, Madagaskarze oraz w Brazylii. I w coraz większej ilości miejsc w Polsce. W czasie swoich podróży po kraju koniecznie znajdźcie jedno z nich, by odwiedzić zebu. W końcu według wierzeń starowedyjskich Słońce i Księżyc to cielaki tej niebiańskiej krowy, która karmi nas swoim światłem!

Szop pracz

Małe, zwinne, bardzo wrażliwe łapki, bystre oczy i maska Zorro na włochatej mordce. Szopy pracze to stworzenia o niebywałej wręcz inteligencji. Czytając o ich możliwościach umysłowych, można nabawić się kompleksów – w pamięci przechowują rozwiązania zadań nawet przez trzy lata. Do tego odróżniają symbole
i uczą się z prędkością błyskawicy.
Przywędrowały do Polski z Ameryki Północnej (gdzie znane są od zamierzchłych czasów) przez Niemcy. To właśnie Niemcy w latach 30. XX w. sprowadzili te zwierzaki do Europy z zamiarem hodowania ich na futro. Ale nie z szopami te numery! Sprytne włochate kulki pouciekały z ferm i zamieszkały w okolicznych lasach.
A ponieważ umieją sobie radzić w trudnych warunkach, są kreatywne i dobrze przygotowane na mrozy, wiodło im się nie najgorzej. W latach 50. i 60. stworzyły dość liczną leśną populację w kraju naszego sąsiada, a w ciągu kolejnych dwóch dekad dotarły także do Polski.
Dziś z racji swojego nieodpartego uroku są coraz chętniej kupowane jako zwierzęta domowe, zdecydowanie lepiej funkcjonują jednak w lesie. W naturalnym środowisku nie czują konieczności „prania” (płukania) pokarmów w wodzie, któremu to zwyczajowi zawdzięczają swą polską nazwę. Naukowcy wciąż się spierają, czemu służy obmywanie pożywienia (według ostatnich teorii to czynność jałowa, imitująca poszukiwanie jedzenia nad strumieniem), jednak nie mają wątpliwości, że nie zdarza się to na wolności.

Autor: shutterstock.com

Źródło: Shutterstock.com