Partner wydania
Partner wydania
Kultura obrazkowa na stałe zdominowała umysły młodszego pokolenia, a tradycyjne metody przekazywania wiedzy powoli odchodzą do lamusa. Forma podręczników typu „ściana tekstu + losowy obrazek wielkości znaczka pocztowego” nie zdaje egzaminu, zwłaszcza jeśli chodzi o naukę historii. Zamiast walczyć z kulturą obrazkową, nauczyciele i rodzice powinni nauczyć się ją wykorzystywać do uatrakcyjnienia codziennej nauki.

Dziecko wbrew pozorom jest wybrednym odbiorcą. Żeby utrzymać jego zainteresowanie, a przez to rozbudzić ciekawość i dociekliwość, rodzice muszą się nieźle nagimnastykować. Nie wystarczy karmić pociechy filmami dokumentalnymi. Prędzej czy później trzeba wyjść z domu. Przecież poza obrazem, filmem i komiksem istnieją też inne sposoby na zainteresowanie dziecka dawnymi dziejami.

Historia jest wszędzie wokół
Jeśli planujemy wycieczkę do innego miasta, lub podczas wakacji przejeżdżamy przez miejscowość, która jest warta zwiedzenia, jednym z pierwszych odwiedzonych miejsc nie powinna być restauracja typu fast food,
a muzeum. Te na szczęście wciąż cieszą się dużą popularnością, zwłaszcza wśród cudzoziemców. Trzeba mieć jednak na uwadze potrzeby i zainteresowania naszej pociechy, a nie tylko nasze. W innym przypadku dziecko będzie starało się nie zasnąć podczas wywodu przewodnika na temat historii włókiennictwa na ziemiach polskich albo historii zegara z kukułką. Znajdźmy muzeum, lub park rozrywki, który poza standardową wystawą oferuje również dodatek w postaci warsztatów dla młodszych zwiedzających. Pieczmy pierniki, lepmy garnki, malujmy talerze, wybierzmy się w podróż zabytkową koleją wąskotorową – opcji jest naprawdę sporo.
Jak „zarazić” swoje pociechy miłością do sztuki albo zainteresować je dziejami miasta, które odwiedzacie? Pozwólmy im na chwilę swobody. Jeśli zabieramy dziecko na wystawę, którą już znamy, to przygotujmy na jej temat kilka pytań. Po wejściu wręczmy kartkę i długopis i dajmy mu pół godziny na spisanie odpowiedzi. Warto dorzucić do tego tajemniczą nagrodę za wykonanie zadania i mamy gwarancję, że dziecko w przeciągu pół godziny okrąży wystawę pięć razy. Metoda świetnie sprawdzi się w grupach, gdyż element rywalizacji dodatkowo podkręca zabawę. Warto więc w wycieczkę do muzeum zaangażować dzieci krewnych lub sąsiadów. Podobnie sprawa się ma z poznawaniem nowego miasta. Warto popuścić wodze fantazji, poszperać w internecie, znaleźć kilka ciekawostek i polecić dzieciom znalezienie odpowiedzi na przygotowane pytania. Który kościół ocalał z wielkiego pożaru sprzed dwustu lat? W której kamienicy rezydował słynny pisarz? Gdzie znajdowały się miejskie lochy? Niech biegają, szperają po kątach, szukają tablic informacyjnych, pytają przechodniów – wielu mieszkańców zadziwiająco dobrze zna historię swojego miasta.

Autor: Materiały prasowe

Źródło: Materiały prasowe

Są miejsca, gdzie czas się zatrzymał
Choć czasy średniowiecza dawno minęły, wciąż jeszcze możemy cofnąć się do epoki rycerzy i dam dworu. Wszystko to za sprawą rekonstrukcyjnych grup historycznych, których w naszym kraju działa całkiem sporo. Oczywiście by poczuć smak dawnych czasów nie musimy od razu zakładać na głowę hełmu, brać w rękę miecza i potykać się z przeciwnikami na udeptanej ziemi. Pasjonaci z grup rekonstrukcyjnych rokrocznie organizują rozmaite biwaki, przemarsze i widowiskowe walki. Różnorodność grup ze względu na ramy czasowe jest naprawdę wielka. Znajdziemy między innymi przedchrześcijańskich Polan, rycerstwo z czasów bitwy pod Grunwaldem, wojsko napoleońskie, a także żołnierzy z czasów II wojny światowej. Jest więc w czym wybierać. Podczas biwaków możemy z bliska podziwiać kunsztownie wykonane stroje, dowiedzieć się wiele o epoce,
z którą obcujemy. Podczas rekonstrukcji bitwy możemy natomiast podziwiać żołnierzy w akcji i dowiedzieć się jak wyglądały potyczki, które dzieciaki dotychczas oglądały tylko na podręcznikowych rycinach.
Oczywiście nie każdy ma czas na to, by uczestniczyć w spotkaniach, które odbywają się raz w roku, a niekiedy nawet i rzadziej. Warto więc zastanowić się nad odwiedzinami w stanowiskach archeologicznych, osad średniowiecznych, lub parków rozrywki, oczywiście dostosowanych do naszych oczekiwań. Przykładowo Inwałd Park z jednym ze swoich kompleksów skupiającym się wokół zrekonstruowanej warowni wraz z przyległą do niej XV-wieczną wioską, jest miejscem skierowanym typowo do wycieczek rodzinnych. Atrakcje zgromadzone
w tego typu miejscach pozwalają dziecku wczuć się w historię i klimat danej epoki. Możemy dowiedzieć się wiele o dawnych sposobach uprawy ziemi, poznać techniki kowalskie i powroźnicze. Nie ma to jak w słoneczny dzień, tuż po lekcji strzelania z łuku przechadzać się po murach średniowiecznej warowni i patrzeć jak pod naszymi stopami kowal w pocie czoła wykonuje swoją pracę, a powroźnik przekazuje czeladnikom tajniki wyrobu liny. Gdy dorzucimy do tego ukrytą w lochach salę tortur i smoki żywcem wyjęte z legend – hej! legendy to też element historii – to otrzymamy mieszankę, którą dziecko zapamięta przez długie, długie lata.

Autor: Materiały prasowe

Źródło: Materiały prasowe

Nietypowe ZOO
A co z czasami najdawniejszymi? W latach dziewięćdziesiątych każde dziecko – za sprawą filmów z serii Park Jurajski – marzyło by zostać archeologiem i odkrywać nowe gatunki dinozaurów. Te marzenia są wiecznie żywe, biorąc pod uwagę popularność jaką cieszą się prehistoryczne parki rozrywki. Daleko szukać nie trzeba: Rogowo, Inwałd, Bałtów. Wszędzie tam możemy zobaczyć realistyczne figury dinozaurów, które już na zdjęciach wyglądają niesamowicie. Zamieszczone w parkach eksponaty: kości, kły i czaszki prehistorycznych gadów, stanowią doskonały sposób na zaszczepienie w odwiedzających fascynacji mezozoikiem, a także na kreatywną naukę podstaw biologii. . Jeśli to nie wystarczy, na młodocianych archeologów wciąż czeka mnóstwo atrakcji, z wykopywaniem szkieletu dinozaura włącznie. Młodsze dzieci zainteresuje prehistoryczny plac zabaw, starsze zainteresują figury dinozaurów. Na przykładzie ichtiozaurów dzieci mogą dowiedzieć się jak zwierzęta przystosowały się do życia w wodzie, a pterozaury to doskonały przykład do nauki anatomii – wystarczy tylko zaczekać aż maluch zapyta, jakim cudem te wielkie gady mogły latać. Wszystko to oczywiście okraszone jest atmosferą przygody, której nie powstydziłby się nawet Indiana Jones. Istnieje jednak duże ryzyko, że po powrocie do domu dzieci postanowią skopać pół podwórka w poszukiwaniu kości prehistorycznych gadów.